Bursztyniarze wyczekują wietrznej, wręcz sztormowej pogody. W okresie burz plaża zaczyna żyć własnym życiem. Sztormowa pogoda przynosi bursztyn na brzegi morskie, przyciągając tym poławiaczy. Co kilkanaście minut wzdłuż brzegu morskiego przejeżdża bursztyniarz na motorze, quadzie, rowerze lub pieszo wędrując w poszukiwaniu miejsca, gdzie będzie wyrzucać śmiecie (patyki, wodorosty itp.). A pomiędzy nimi bursztyn.

Na ogół okres sztormów zaczynał się pod koniec listopada, tym razem przyszedł wcześniej. Październikowy sztorm okazał się jednym z największych sztormów w ostatnich latach. Następne będą wyrzucały bursztyn, o ile powieją pomyślne wiatry. Przez kilka dni w październiku każdy z bursztyniarzy mógł nawet złowić około po 2-3 kilo bursztynu (grubość od gramowych do nawet 50 dekagramowych kawałków). Źródła historyczne podają, że w 1800 r. morze w jednym dniu wyrzuciło rekordową ilość bursztynu – 150 beczek. Na wybrzeżu pruskim średnio rocznie łowiono 237 beczek w latach 1764 – 70; 190 beczek w okresie 1771 – 1779 i 107 beczek w 1780 – 90 (miara beczki miała około 129 – 136 litrów). W przeciągu 3-4 godzin około 600 – 900 kilogramów bursztynu uzyskiwano z morza, ale bywało, że przez kilka lat w niektórych miejscach morze nic nie wyrzucało – opisywał Hartmann, badacz bursztynu z XVII w. Przed II wojną tylko na wybrzeżu polskim pozyskiwano co najmniej dwie i pół tony bursztynu rocznie. W latach 1950 – 60 po sztormach zdarzało się zbierać po kilka, a nawet po kilkanaście kilogramów bursztynu na osobę. Można więc powiedzieć, że obecnie występują „lata chude”.

Do łowienia bursztynu używa się kaszorka, czyli obręczy z siatką na długim trzonku, natomiast do przebierania w patykach służą kopaczki (narzędzie do kopania ziemniaków) oraz widły. Z reguły kierunek wiatru wskazuje bursztyniarzom, czy i gdzie morze będzie wyrzucać bursztyn. Sztorm północno-zachodni jest najbardziej korzystny dla wschodniej części mierzei, natomiast północno-wschodni dla pasa Mikoszewo – Jantar – Stegna oraz zachodniego wybrzeża Polski. Przebywający na brzegu zbieracze wypatrują patyków w morzu lub mew, które kołują w pobliżu. Gdy morze jest silnie wzburzone, a ptaki ukrywają się przed nawałnicą, wiadomo, że nic jeszcze nie wyrzuca. Wprawni i systematycznie chodzący „na bursztyn” poławiacze potrafią jednym spojrzeniem odróżniać puste patyki (bez bursztynu) od tych z bursztynem.

Bursztyniarze często łapią bryłki, stojąc po pas w wodzie. Przy wysokiej fali nie wchodzą tak daleko do wody, a gdy morze jest spokojniejsze wchodzą głębiej, by sięgać kaszorkiem po bursztyn. Łowiących chronią ubrania wykonane z gumy. Czasami wystarczają im „biodrówki” (buty gumowe sięgające do bioder), ale przeważnie potrzeba ubrać „spodnie” (wodery). Najwięcej bursztynu łapie się podczas wschodu słońca, ponieważ poranne promienie słoneczne rozświetlają leżące na plaży bryłki bursztynu (bursztyn zaczyna „błyszczeć”). Podczas sztormu nocą poławiacze patrolują brzeg morza uzbrojeni dodatkowo w halogenowe latarki czy reflektory pojazdów, którymi się poruszają. Gdy morze zaczyna wyrzucać bursztyn w nocy, zjawiają się wyposażeni w lampy przytroczone do siebie, tak by mieć wolne ręce do trzymania kaszorka. Należy podkreślić, że z reguły bryłek nie wyrzuca w jednym miejscu o określonej porze.

Podstawową miarą bursztynu używaną przez bursztyniarzy jest dekagram i kilogram. W żargonie miejscowym używa się określeń np. „dwudekowa bryłka”. Poszczególne wielkości brył surowca mają następujące nazwy: klocki (około 17 dekagramów i więcej), kawałki (charakteryzujące się wielkościami rzędu od około 6 do kilkunastu dekagramów), hawajka (bryłki o rozmiarach powyżej 0,5 dekagramów do kilku dekagramów), bębnówka (mianem tym określa się surowiec od grama do kilku gramów), sieczka (czyli drobnica poniżej grama), topik (surowiec, który z powodu wielkości nie da się go obrobić).

Fot. Eryk Popkiewicz