Na Zachodzie recesja była mocno odczuwalna już pod koniec 2008 r. i na początku 2009 r., co skutkowało silnym spadkiem eksportu polskich wyrobów bursztynniczych. Główne przyczyny to: doniesienia medialne potęgujące strach przed kryzysem, zmiana trendów mody jubilerskiej w kierunku fashion i kolorowych kamieni oraz fakt, że bursztyn przestał być modny i pożądany. Wszystkie te czynniki spowodowały spowolnienie – z perspektywy czasu wydaje mi się, że nie miało ono jednak aż tak negatywnych skutków, jak wtedy można było się spodziewać.
Miniony rok był więc swego rodzaju egzaminem dla menadżerów, którzy po tłustych latach 2002-2006 musieli zmierzyć się z nową sytuacją i zweryfikować dotychczasowy styl zarządzania. Stąd też zmiany profilu produkcji w wielu firmach, które ze stricte bursztynniczych zaczęły przekształcać się w jubilerskie i wchodząc na światowe rynki, muszą walczyć z często silniejszą konkurencją firm włoskich, tureckich czy producentów z Dalekiego Wschodu.
Zapowiada się więc rok ciekawy i pełen wyzwań. Pierwszy kwartał na pewno będzie trudny – spadki sprzedaży będą odczuwalne w każdym sektorze rynku. Eksporterzy z całą pewnością będą zmuszeni do zdywersyfikowania swoich działań, w tym także form współpracy z przedstawicielami/dystrybutorami – obecnie zauważalną tendencją wśród detalistów jest próba dotarcia bezpośrednio do producenta.
Jestem przekonany, że bursztyn ma wierne grono odbiorców/konsumentów na całym świecie, którzy są gotowi na zakup dobrej jakości i atrakcyjnego wzornictwa nawet po wyższej niż dotychczas cenie. Oby tylko nie zabrakło nam surowca – Kaliningrad idzie coraz dalej w swoich monopolistycznych zapędach, dążąc do całkowitego ograniczenia eksportu surowca bursztynowego na rzecz półfabrykatów.
Mam też nadzieję, że ta trudna sytuacja rynkowa przyczyni się do konsolidacji polskiej branży, która wspólnie będzie dbała o dobry wizerunek bursztynu w kraju i na świecie. I że firmy przekonają się, że warto postawić przede wszystkim na jakość w połączeniu z promocją, a nie tylko na ilość.