plzh-CNenetdelvltnorues
Polski Pawilon Jubilersko-Bursztynniczy na targach Beijing International Jewellery Fair 2018

Tak można w skrócie podsumować aktualną sytuację na rynku bursztynu. Gdańskie targi Amberif, jak również odbywający się wcześniej Amber Trip w Wilnie i niedawno zakończone Beijing International Jewelry Fair w Pekinie zwiastują poważne zmiany.

Oficjalne statystyki podsumowujące 23. Międzynarodowe Targi Bursztynu, Biżuterii i Kamieni Jubilerskich Amberif mówią, że była to dotychczas najlepsza edycja pod względem liczby odwiedzających i wystawców. Niestety nie znalazły one odzwierciedlenia w poziomie zadowolenia wystawców: być może ich stoiska odwiedziło rekordowo dużo kupujących, jednak dokonali oni zamówień i zakupów na znacznie mniejsze sumy niż te, do których producenci zostali przyzwyczajeni w poprzednich rekordowych pod względem obrotów handlowych latach. Zresztą prawdziwych kupców – składających powtarzalne zamówienia i rokujących na owocną współpracę w przyszłości – na targach bursztynu ze świecą szukać. Ich miejsce zajęły tzw. mrówki – osoby kupujące niewielkie ilości na sprzedaż lub własne potrzeby.

Wzorem lat poprzednich – a nawet bardziej niż kiedykolwiek wcześniej – producenci nastawieni są na odbiorcę chińskiego, z myślą o którym przygotowali dokładnie takie same kolekcje: żółte kaboszony w delikatnych  oprawach ze złota lub pozłacanego srebra. Chińczycy przebierali w tej masie podobnych wyrobów w poszukiwaniu doskonałej jakości i najlepszej ceny, za to kupcy innych nacji mieli nie lada problem: ofertą „dla Chińczyka” nie są zainteresowani z powodu ceny i estetyki, alternatywy brak. „Obecnie ceny surowca dobiły resztki kreatywności, które były widoczne jeszcze rok temu. Oferowane ceny hurtowe wyrobów są tak wysokie, że nie widzę szans na ich sprzedaż na polskim rynku nawet z symboliczną marżą” – podsumowała Aretha Kołodziejczyk z krakowskiej sieci Boruni.

Kwietniowe Beijing International Jewelry Fair w Pekinie potwierdziły spadek zainteresowania wyrobami z bursztynu w Chinach. Wystawcy z Polskiego Pawilonu zorganizowanego już po raz drugi przez MTG SA podkreślali, że tegoroczna edycja imprezy była znacząco słabsza od ubiegłorocznej. Na spadek obrotów – o ok. 1/5 – narzekali też chińscy wystawcy oferujący surowiec i wyroby z bursztynu bałtyckiego. „Wygląda na to, że żniwa się skończyły. W Chinach, podobnie jak i w Polsce, podaż przewyższa popyt, więc odczuwalny jest już spadek cen surowca: zarówno dużych bryłek, jak i w przedziale wagowym 50-100 o ok. 15-20% w stosunku do cen z początku roku. Gotowe wyroby jeszcze trzymają cenę, ale i to się zapewne niedługo zacznie zmieniać. Rynek jest już mocno nasycony, więc nie należy się spodziewać takiego boomu zakupowego jak w ostatnich latach, kiedy w Chinach powstało kilka tysięcy sklepów wymagających zatowarowania” – twierdzi Krzysztof Lalik z firmy Golden Amber specjalizującej się w obrocie surowcem.

Jego zdaniem przyszłość rynku bursztynu zależeć będzie od dwóch czynników: chińskiego i ukraińskiego. W Chinach duże firmy handlujące surowcem i wyrobami z bursztynu bałtyckiego wykazują się coraz większą determinacją w walce z konkurencją, starając się utrzymywać ceny na niższym poziomie, by pozbyć się słabszych graczy, którzy w dłuższej perspektywie czasowej tej presji z pewnością nie wytrzymają. Z kolei Ukraina niezmiennie próbuje uregulować kwestie wydobycia i zapanować nad hordami żądnych szybkiego zysku poszukiwaczy bursztynu, wprowadzając wojsko na bursztynonośne obszary.  Jeśli uda im się skutecznie ograniczyć ilość wywożonego do Azji surowca, jego ceny mogą wzrosnąć. Mogą, ale nie muszą: pytanie, komu, w jakiej ilości i cenie będzie go sprzedawał rząd ukraiński…?