Bursztyn w Muzeum Sztuki Złotniczej

Napisane przez  Aniela Zinkiewicz-Ryndziewicz
Oceń ten artykuł
(3 głosów)
Tadeusz W. Hernik: Bajka o niekoniecznie złotej rybce", 2001 r. Tadeusz W. Hernik: Bajka o niekoniecznie złotej rybce", 2001 r.

W zbiorach Muzeum Sztuki Złotniczej, oddziału Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym, znajduje się całkiem pokaźna i ciekawa kolekcja prac z bursztynem. W większości nie są one zgrupowane w ramach jednego zespołu, lecz rozproszone wśród dzieł autorskich stanowią integralną część bogatego zbioru współczesnych form złotniczych. Wyodrębnionym zespołem są jedynie prace wykonane z założenia jako dar dla Muzeum, na wystawę „Etiuda i ilustracja złotnicza: srebro-bursztyn”.

W dążeniu do realizacji celu, jakim jest pokazanie w tym jedynym w Polsce muzeum poświęconym wyłącznie złotnictwu, możliwie pełnego obrazu polskiej sztuki złotniczej,  zgromadzono – oprócz zbiorów historycznych – jedną z największych i najbardziej reprezentatywnych kolekcji złotnictwa współczesnego w kraju. Stanowi ją – jak i całe polskie powojenne złotnictwo – w przeważającej mierze biżuteria. Drogą zakupu, a głównie dzięki darom i depozytom autorskim, czołówki polskich artystów projektantów, Muzeum weszło w posiadanie unikatowych, nienastawionych na komercję współczesnych dzieł złotniczych, dających ciekawy przegląd dokonań w tej dziedzinie sztuki na przestrzeni minionego sześćdziesięciolecia. Licząca blisko 800 eksponatów kolekcja dokumentuje zmiany, jakie zachodziły w polskim złotnictwie, będące wynikiem poszukiwań nowych środków wyrazu w zakresie form, technik i materiałów. Znaczące miejsce zajmują w niej prace z bursztynem. Cechuje je duża różnorodność, zarówno ze względu na walory stylistyczne, technikę wykonania, jak i wartość artystyczną poszczególnych przedmiotów. 

Spośród prac autorów stanowiących czołówkę polskiego złotnictwa artystycznego w latach 60. i pierwszej połowie lat 70., wyróżnia się w zbiorach Muzeum Sztuki Złotniczej kilka obiektów z bursztynem Olgierda Vetesco, z wykształcenia malarza i grafika, przez 20 lat działającego także w dziedzinie biżuterii. Charakteryzuje je typowa dla tego artysty klarownością  rysunku, wysmakowaną kompozycją  i subtelną, dyskretną elegancją. W pierścionku  z lat 60. z miodowym bursztynem – jednej z prac powstałych na początku złotniczej drogi artysty, widać zapowiedź stosowania w jego twórczości rozwiązań przestrzenno-rzeźbiarskich. Przy całkowitym braku ornamentu decydującą rolę odgrywa konstrukcja, której znamienną cechą są prześwity. Bardzo dyskretna, oszczędna, na pozór prosta oprawa, tym wyraziściej eksponuje urodę gładkiego, bursztynowego kaboszonu. O tym, że taki sposób myślenia o podkreślaniu piękna kamieni minimalistyczną oprawą pozostał artyście bliski przez cały czas – mimo różnorodności rozwiązań plastycznych i stosowanych technik – świadczy krzyżyk powstały u schyłku jego życia, w 1983 roku. Centralnie wyeksponowany, podłużny, miodowo-mleczny bursztyn, w zestawieniu z  tworzącymi ramiona czterema niewielkimi koralami, daje całość o przemyślanej konstrukcji, dystyngowaną, prostą w formie i wyrazie.

Zupełnie odmienne pojmowanie sposobu kreowania artystycznej biżuterii pokazuje dorobek jednej z najciekawszych indywidualności twórczych 2 poł. XX w. Jolanty Ołdachowskiej-Ryby. Słowo klejnot zdaje się być najbardziej adekwatnym dla określenia jej prac, niezwykle ozdobnych, o rozbudowanych formach, bogato kameryzowanych, a przy tym delikatnych, finezyjnych, niemal koronkowych. Ciekawe efekty osiągnęła posługując się znaną od starożytności techniką odlewu na wosk tracony, dzięki której precyzyjny ornament srebrny z drobnymi kuleczkami stanowi ażurową oprawę dla kameryzacji. Obok turkusów, korali, granatów, ametystów czy macicy perłowej, autorka chętnie stosowała w swoich pracach bursztyn. Najczęściej zestawiany z ażurową oprawą, za sprawą której światło stawało się znaczącym elementem kształtowania bryły przedmiotu. Muzeum Sztuki Złotniczej posiada w swych zbiorach niezwykły pierścień z 1974 r., w którym na szynie, ozdobionej wspomnianym rodzajem granulacji, osadzony jest pokaźnych rozmiarów ( średn. 4,2 cm) pełnoprzestrzenny, ażurowy, kulisty guz, ozdobiony ponad trzydziestoma owalnymi oszlifowanymi bursztynami o różnym stopniu nasycenia koloru, od barwy żółto-złotej po brązowo-złotą. Pierścień z ową kulą koronkową, emanującą ciepłem podświetlonego, przeźroczystego bursztynu, został zaopatrzony przez autorkę, jakże trafnym tytułem  „Słoneczko”. 

Istotny wpływ na kierunki poszukiwań w dziedzinie biżuterii z bursztynem w rzeczywistości lat 60., zwłaszcza północnej Polski, miała twórczość Marii i Pawła Fietkiewiczów. Nie ulegając tendencjom produkowania tandetnej masówki, zaczęli oni tworzyć niezbyt drogie – zarówno przez wzgląd na niewielkie przydziały srebra, jak i mało zasobne kieszenie odbiorców – ale ambitne artystycznie przedmioty biżuteryjne z bursztynem oprawnym w srebro. Zawsze o unikatowych formach, traktowane za każdym razem indywidualnie, często z uwzględnieniem specyficznych upodobań zamawiającego. W ich twórczości pobrzmiewają echa technik dawnych mistrzów, zwłaszcza w opracowanym przez Pawła Fietkiewicza autorskim sposobie wielowarstwowej srebrnej oprawy, zwanym techniką zwielokrotnionej cargi. Dla podkreślenia walorów bursztynu, dla wydobycia za każdym razem jego formy, koloru i przejrzystości, wykorzystywali też inną własną, autorską technikę oprawy bursztynu w srebrze – metodę „z ognia”. Ta termiczna technika, dająca szerokie możliwości wyeksponowania walorów i jednoczesnego ukrycia ewentualnych niedostatków bryłek bursztynu, znalazła później bardzo licznych, niestety często nieudolnych naśladowców, co w efekcie przyniosło pewne zdeprecjonowanie bursztynu. Jednak na to Fietkiewiczowie – których niewątpliwą zasługą jest upowszechnienie traktowania biżuterii z bursztynem jako dzieła sztuki – wpływu już mieć nie mogli. Wśród zgromadzonych  w Muzeum Sztuki Złotniczej prac Marii i Pawła Fietkiewiczów dwie z nich, pochodzące już  lat 80., zostały wykonane z użyciem technik termicznych. To obroża „z trzema wisiorami” oraz bransoleta przypominająca wyglądem wielki pierścień z dużym (6,5 cm), płaskim, zeszlifowanym, przezroczystym bursztynem o nieregularnym wykroju.

Poszerzanie się możliwości korzystania przez polskich artystów z coraz większej palety niezwykłych odmian bursztynu, nie tylko rodzimego, ale też przywożonego z kopalń rosyjskich, ukraińskich czy niemieckich, zachęciło twórców do zwrócenia się w kierunku eksponowania jego naturalnej urody. Do pokazywania różnorodności i naturalnego piękna stworzonych przez przyrodę kształtów i barw, często rzadkich, unikalnych odmian. Przy czym starano się  ograniczyć do niezbędnego minimum elementy oprawy. Lekkość bursztynu pozwalała też na używanie  w naszyjnikach, często niemal nieobrobionych, dużych, masywnych kawałków, bez narażania noszącej go osoby na nadwyrężenie kręgów szyjnych. Jako jedna z pierwszych artystek zaczęła realizować ten kierunek Maria Lewicka-Wala. Przykładem jest eksponowany w kazimierskim muzeum amulet z dużą bryłą nieprzezroczystego, polerowanego bursztynu, o nieregularnym kształcie i mleczno-złotej barwie, z miejscowymi brązowymi i czarnymi zabarwieniami, ujętą w przewężeniu wąską taśmą srebrną, przy pomocy której zawieszona jest na kolistej masywnej obroży.

W 2001 roku Danuta Kobielska – artystka, której oryginalność twórcza stawia ją na jednym z najbardziej czołowych miejsc wśród powojennych twórców biżuterii – przekazała w darze Muzeum Sztuki Złotniczej liczący blisko 50 obiektów zespół biżuterii srebrnej, głównie z lat 60.  i 70., autorstwa Danuty i Szczęsnego Kobielskich. Mimo iż wśród nich znajduje się zaledwie kilka prac z bursztynem, stanowią ważną i cenną część tej kolekcji, dobrze ilustrując tak charakterystyczny styl, wypracowany w efekcie wnikliwych poszukiwań własnego, indywidualnego języka wypowiedzi. Jego znamienną cechą jest tworzenie unikatowych form z wijącego się, cienkiego drutu srebrnego, którym artystka operuje jak kreską w rysunku, co ma swoją genezę w jej doświadczeniach z czasów studiów (z wykształcenia bowiem jest architektem), a zwłaszcza w wyniesionym z zajęć rysunku sposobie nadawania kształtu przedmiotom za pomocą nakładających się na siebie płynnych linii. W tej biżuterii, perfekcyjnej warsztatowo, kamienie jubilerskie oplecione są drutem srebrnym, najczęściej kładzionym w pasma o miękkich, falistych liniach, pełniące zarówno funkcję konstrukcyjną, jak i dekoracyjną, tak jak w pierścieniu z dwoma połączonymi bryłami mleczno-żółtego i miodowego bursztynu. Prace te budzą skojarzenia ze światem podwodnej flory, zwłaszcza gdy pasma, niczym glony morskie wiją się wokół chętnie używanych przez artystkę muszli, pereł, korali, czy właśnie bursztynów. Częstym elementem wzbogacającym ten rodzaj współczesnego filigranu jest granulacja w postaci nieregularnie rozsianych srebrnych kuleczek, które niczym pęcherzyki powietrza pod wodą przycupnęły między wijącymi się, płynnie falującymi  podwodnymi lianami.

W tym samym 2001 roku Jędrzej Jaworski – inicjator, współzałożyciel i ofiarodawca (w 1978 r.) 500 sreber korpusowych stanowiących zalążek zbiorów Muzeum Sztuki Złotniczej – pozyskał z terenów Żuław i Mierzei Wiślanej ok. 100 kg bursztynu. Przekazał go artystom z Wybrzeża oraz zrzeszonym w Stowarzyszeniu Twórców Form Złotniczych, z którym Muzeum od wielu lat współpracuje, by dodając swoje srebro i swoją inwencję twórczą wykonali przedmioty złotnicze, będące ilustracją wybranego dzieła literackiego lub trzyczęściową etiudą. Spod ręki 70 twórców (w tym obok wspomnianego Stowarzyszenia, m. in. „Zagłębie Narbutta”, „Klan” Zaremskich, artyści niezrzeszeni i artyści rzemieślnicy) wyszło ponad 300 prac, które po zaprezentowaniu na wystawie zostały przekazane w darze  kazimierskiemu Muzeum, z apelem  o kontynuowanie przerwanej odbudowy pierwotnej siedziby Muzeum Sztuki Złotniczej przy kazimierskim Rynku.

Są to prace zarówno biżuteryjne, jak i te, które ciągle jeszcze nie doczekawszy się trafnej polskiej nazwy, powszechnie określa się mianem obiektu. Artyści, mając pełną swobodę w wyborze rodzaju, kształtu, wielkości, stopnia przejrzystości i barwy bursztynu, podeszli do tematu na wiele sposobów, od pozostawienia w różnoraki sposób oprawionych w srebro brył w niemal nienaruszonym stanie, jak m. in. w pracach „Robak” Jarosława Westermarka, „Forma- jak to tam wlazło” Jacka Byczewskiego, „Kratownica” Joanny i Tadeusza Jaworskich, „Anioł” Ewy i Łukasza Zaremskich, czy „Zaprzęg bez części środkowej” Tomasza Zaremskiego, po bursztyn obrobiony, dopasowany  i ściśle podporządkowany  kształtom ram wyznaczonych przez zamysł twórcy, jak m.in. w etiudzie „Studium światła” Jacka Hohensee, czy „Na dwie odwrócone bransolety” Jacka Barona, czy etiudzie „Zatrzymać czas” Marka Huculaka.
Również pod względem tematyki – część prac, zwłaszcza ilustrujących bajki dla dzieci, tematy zaczerpnięte z biblii czy mitologii – traktuje przekaz mniej lub bardziej dosłownie, niekiedy tworząc całe anegdoty, scenki rodzajowe, czy bajkowe światy realnych lub fantastycznych stworzeń, a część, zwłaszcza z cyklu etiuda, fascynuje czysto abstrakcyjnymi formami, które powołała do istnienia wyobraźnia artysty  i którym tytuł autorski dopiero nadaje znaczenie.

Częste porównywanie bursztynu do miodu znajduje swój wyraz w pełnej poetyckiego uroku pracy Kamilli Rohn etiudzie „Na czarkę  i miód” – naczynku, którego przykrywką jest apetyczna bryła miodowego bursztynu, na którym przysiadły srebrne pszczoły. Prace z tego zespołu obrazują sposób myślenia współczesnych twórców sztuki złotniczej o bursztynie, daleko odbiegający od tego, co w potocznym rozumieniu mieściło się przez dziesięciolecia pod pojęciem „biżuterii z bursztynem”. Część z tych obiektów eksponowana jest obecnie w Muzeum Bursztynu oddziale Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, któremu zostały czasowo użyczone w ramach współpracy między naszymi muzeami.

Wkrótce kazimierskie muzeum będzie miało możliwość znacznie szerszego prezentowania swoich bursztynowych skarbów, bowiem trwają już prace wykończeniowe w odbudowanej w oparciu o dotacje unijne, siedzibie Muzeum Sztuki Złotniczej przy ul. Rynek 19.

Aniela Zinkiewicz-Ryndziewicz jest kierownikiem Muzeum Sztuki Złotniczej oddziału Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym. 
Artykuł ukazał się w książce „Bursztyn nie tylko nad Bałtykiem” pod redakcją Barbary Kosmowskiej-Ceranowicz i Wandy Gontarskiej

Skomentuj