wtorek, 10 sierpnia 2010 11:05

Bratysława na bursztynowym szlaku

Napisał 
Oceń ten artykuł
(1 głos)
Bratysława na bursztynowym szlaku Jakub Łoginow
Słowacka stolica jest miastem, które wciąż szuka pomysłu na zabłyśnięcie na turystycznej mapie Europy. Mimo niewątpliwej atrakcyjności i wspaniałej historii, Bratysława wciąż pozostaje w cieniu Pragi, Wiednia i Budapesztu i jest traktowana trochę z przymrużeniem oka. Pomóc w zmianie tego wizerunku może również bursztyn, a konkretnie – intensywniejsze niż obecnie wykorzystanie marki Szlaku Bursztynowego w promocji turystycznej słowackiej metropolii.

Miasto na granicy cywilizacji

Bratysława ma wszelkie predyspozycje ku temu, by być jednym z najbardziej rozpoznawalnych miast na bursztynowym szlaku i między innymi na bursztynie budować swój wizerunek. Jak to możliwe, skoro słowacka stolica ze złotem Północy nam się raczej nie kojarzy? Odpowiedź leży w samej istocie szlaku bursztynowego, którego unikalność polega na tym, że w sposób harmonijny łączy on tradycje rzymskiego Południa i barbarzyńskiej Północy – a więc dwie składowe kulturowego dziedzictwa Europy. Tymczasem aglomeracja bratysławska leży dokładnie na granicy obu tych przeciwstawnych światów – i to właśnie ten fakt w dużej mierze przesądził o charakterze tego miasta.

W czasach starożytnych Dunaj był granicą Imperium Rzymskiego. Na prawym brzegu tej wielkiej rzeki znajdowały się rzymskie fortyfikacje graniczne, których ruiny zachowały się do dzisiaj. Jednym z nich jest Cartonum w pobliżu dzisiejszego Hainburga, ale rzymskie umocnienia można zwiedzać również na terenie dzisiejszej Bratysławy (dzielnica Rusovce w pobliżu granicy z Austrią i Węgrami). Nie byłoby dziś Bratysławy, gdyby nie strategiczne znaczenie dwóch naddunajskich wzniesień, na których wyrosły celtyckie, a następnie słowiańskie grodziska: Devin oraz gród w miejscu dzisiejszego bratysławskiego zamku, wokół którego wyrosło później miasto. Powstały one po to, by strzec i kontrolować ważny bród przez Dunaj, który służył Rzymianom do handlu z Północą. Ta strategiczna przeprawa to nic innego jak integralny element szlaku bursztynowego, a zamki obecnej Bratysławy były pierwszymi osadami oraz ośrodkami gospodarczymi i wojskowymi po „barbarzyńskiej” stronie. Powstały one w miejscu, gdzie szlak bursztynowy nie tylko przekraczał granicę dwóch cywilizacji, ale i krzyżował się z niemniej ważnym szlakiem rzecznym Dunaju. Początki osadnictwa na terenie dzisiejszej Bratysławy są więc ściśle związane z handlem Rzymu z Północą, a siłą napędową tego handlu był między innymi bursztyn.

Nic się nie zmieniło

Szlak bursztynowy miał wiele odgałęzień, jednak wariant „bratysławski” należał do najważniejszych. Oczywiście używając pojęcia „bratysławski” w odniesieniu do rzeczywistości sprzed wieków, posługuję się skrótem myślowym i mam na myśli obszar dzisiejszej Bratysławy w obecnych granicach administracyjnych, gdyż sama nazwa „Bratysława” funkcjonuje zaledwie nieco ponad sto lat. Szlak ten w okolicach dzisiejszego bratysławskiego zamku przekraczał Dunaj i tu rozgałęział się na dwie trasy. Ważniejsza skręcała na północny-zachód, mijała Devin i dalej wiodła przez Morawy na teren dzisiejszej Polski, druga szła na północ, wzdłuż Małych Karpat, następnie w górę Doliny Wagu i Kysucy, aby dotrzeć na obecne ziemie polskie przez Przełęcz Jabłonkowską, albo przez okolice dzisiejszego Zwardonia lub Orawę.

Zdumiewający w tym wszystkim jest fakt, iż przebieg prymitywnego szlaku sprzed dwóch tysiącleci jest niemal identyczny, jak obecny układ VI transeuropejskiego korytarza transportowego oraz składających się na niego autostrad (również tych w budowie i planowanych) i magistralnych linii kolejowych. Podobnie jak starożytny gościniec, tak i obecny korytarz transportowy Bałtyk – Adriatyk rozgałęzia się w okolicach Bratysławy i Wiednia na dwie równoległe nitki: morawską i słowacką, które następnie łączą się na Śląsku, by dotrzeć nad Bałtyk. Również współcześnie ów korytarz jest określany przydomkiem „bursztynowy”: mówi się o „bursztynowej autostradzie” (A1) czy wręcz o „nowym szlaku bursztynowym”. Niestety, zarówno we współczesnej wersji „bursztynowej magistrali”, jak i w nowoczesnym marketingu miast i regionów opartym o bursztynowe tradycje wspomina się niemal wyłącznie o zachodnim wariancie tej trasy - przez czeskie Morawy. Bursztynowe dziedzictwo słowackich Kysuc, Doliny Wagu i samej Bratysławy pozostaje gdzieś w cieniu Czech, co z jednej strony jest spowodowane niedostateczną świadomością tych tradycji wśród samych Słowaków, a z drugiej – brakiem zainteresowania polskich propagatorów marki bursztynu, by te tradycje Słowakom przypomnieć.

Zapomniane miasto, skradziona historia

Dlaczego Bratysława, która wyrosła na bursztynowym szlaku, nie jest obecnie rozpoznawalna jako „bursztynowe miasto”, oddając te tradycje Czechom? Właściwie nie ma w tym nic dziwnego, jeśli wziąć pod uwagę problemy, jakie Bratysława ma ze swoją historią, a raczej z jej popularyzacją w świecie.

Ciekawe ilu czytelników portalu amber.com.pl wie o tym, że Bratysława była przez kilka wieków stolicą i największym miastem wielkich Węgier, miejscem koronacji węgierskich królów, a przez pewien czas – drugim najważniejszym miastem Imperium Habsburgów. Bratysławski zamek i Katedra Św. Marcina odegrały w węgierskiej historii mniej więcej taką samą rolę, jak Wawel i w ogóle Kraków w historii Polski. W czasie, kiedy Budapeszt, a raczej osobne miasta Buda i Peszt, były mało znaczącymi ośrodkami, Bratysława kwitła gospodarczo i kulturalnie, czego świadectwem jest wspaniała architektura Starego Miasta, pełna pałaców i bogatych kamienic.

Bratysława miała jednak jedną „wadę”: zaraz po I wojnie światowej była tak kosmopolityczna, że o wiele bardziej przypominała Wenecję lub Wolne Miasto Gdańsk niż ośrodek słowackiej państwowości. Aż do lat 20. XX wieku niemal każdy bratysławianin rozmawiał płynnie w trzech językach: niemieckim, węgierskim i słowackim, a kontrowersyjne wówczas przyłączenie miasta do Czechosłowacji nie spotkało się z zadowoleniem mieszkańców. Bratysławianie domagali się od Ententy utworzenia z ich miasta i okolic osobnego państwa, powołując się na kazus Wolnego Miasta Gdańska, którego sytuacja była zresztą bliźniaczo podobna do sytuacji ówczesnej Bratysławy (kosmopolityzm, tygiel kulturowy, miasto na pograniczu kultur). Obok bursztynniczych tradycji jest to bardzo ważny argument, który powinien skłonić władze Gdańska do poważnego rozważenia kwestii nawiązania bliższych kontaktów ze słowacką stolicą.

Bratysława stała się tak naprawdę słowacka dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym i po II wojnie światowej. Jednak okres po przyłączeniu do Czechosłowacji oznaczał pewną marginalizację Bratysławy, która dotychczas zawsze była wielokulturowa i nie za bardzo pasowała do nowego państwa. Najbardziej kłopotliwa Bratysława była dla komunistów, którzy postarali się wymazać z pamięci tradycje węgierskie i habsburskie, które stanowiły o świetności tego miejsca. Nie wolno było więc głośno mówić o tym, że Bratysława (Pozsony) była stolicą Węgier, tonącym w przepychu miastem królów i magnackich pałaców, że właśnie tu powstał pierwszy w Europie park miejski (Sad Janka Krala) – wymysł „burżuazyjnej” Marii Teresy. Komuniści zbudowali więc ogromną dzielnicę, socjalistyczną sypialnię z wielkiej płyty – Petrżalkę, wyburzyli niewielki fragment Starego Miasta i poprowadzili pod zamkiem drogę szybkiego ruchu. Odtąd Bratysława miała być wyłącznie „miastem ludu pracującego”, a jego symbolem miały stać się socjalistyczne blokowiska. Jak widać, ta strategia wizerunkowa okazała się nadzwyczaj skuteczna: obecnie w Polsce mało kto wie o bogatej historii Bratysławy, miasto to pozostaje w cieniu Pragi, Wiednia i Budapesztu i w powszechnej świadomości funkcjonuje jedynie jako tanie miejsce na nocleg i baza wypadowa do Wiednia, a nie atrakcyjna turystycznie środkowoeuropejska metropolia.

Czy bursztyn ożywi Bratysławę?

Obecnie słowacka stolica szuka swojego miejsca na turystycznej mapie Europy, na nowo odwołując się do wspaniałych tradycji, o których przez lata nie wolno było mówić. Jednak nie sposób nie zauważyć, że strategia marketingowa Bratysławy jest nieco chaotyczna i zupełnie nie trafia do polskich odbiorców, którzy nadal nic konkretnego o tym mieście nie wiedzą.

Winna temu jest słowacka polityka turystyczna, która w takich krajach jak Polska czy Ukraina promuje wyłącznie Tatry i aquaparki na północy kraju. Można się o tym przekonać na targach turystycznych, gdzie stawiany jest znak równości między Słowacją a wypoczynkiem w górach. Na prezentację stolicy nie starcza już miejsca, zresztą sam bratysławski magistrat traktuje polskich turystów nieco z przymrużeniem oka, kierując swoje działania marketingowe niemal wyłącznie na rynek Czech, Austrii i Europy Zachodniej.

Słowacką i bratysławską strategię promocyjną krytykują jednak prywatni przedsiębiorcy z branży turystycznej, a także przedstawiciele organizacji pozarządowych i mediów. Nie podoba im się, że Bratysława pozostaje w cieniu innych środkowoeuropejskich metropolii, chociaż mogłaby być takim samym hitem turystycznym, jak Praga czy Kraków. I to właśnie od nich, a nie od miasta, wychodzą różne ciekawe inicjatywy na przedstawienie słowackiej stolicy w nowym świetle, w tym również wykorzystujące markę bursztynu.

„Bratysława znajduje się na historycznej trasie bursztynowej, w połowie drogi między Gdańskiem a Rzymem, nad Modrym Dunajem, który łączy 10 krajów europejskich. Niestety, chociaż w słowackim społeczeństwie tradycje bursztynnicze Bratysławy są powszechnie znane, ten atut nie jest jeszcze szeroko wykorzystywany w strategii promocyjnej naszego regionu. W związku z powyższym, chciałbym zaproponować Panu zorganizowanie w naszym Hotelu w Bratysławie konferencji lub spotkania tematycznego, poświęconego wykorzystaniu marki bursztynu bałtyckiego w promocji Gdańska oraz miast i regionów słowackich.” – napisał w liście do Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza dyrektor jednego z bratysławskich hoteli.

Tematyka bursztynnicza z pewnością zainteresuje wielu mieszkańców Bratysławy, którzy nawet nie przypuszczają, jak wiele wspólnego ich miasto ma z bursztynem bałtyckim i Gdańskiem (chociażby wspomniana już wielokulturowość). Trzeba im jednak w tym trochę pomóc, docierając do mieszkańców słowackiej stolicy z prezentacją bursztynu oraz tłumacząc im, w jaki sposób można wykorzystać szlak bursztynowy w promocji turystycznej miasta.

Czytany 9235 razy
Jakub Łoginow

Jakub Łoginow – dziennikarz, środkowoeuropejski korespondent kijowskiego tygodnika „Dzerkało Tyżnia”, publicysta morski. Aktualnie mieszka w Bratysławie.

W latach 2007-2008 związany zawodowo z Portem Elbląg. Stąd bierze się jego kontakt z branżą bursztynniczą: był inicjatorem działań na rzecz wykorzystania zasobów bursztynu z planowanego przekopu Mierzei Wiślanej oraz współpracy elbląskiego samorządu z ukraińskimi partnerami przy projektach związanych z bursztynem.

Email Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Skomentuj

Reklama