plzh-CNenetdelvltnorues

Zakończyła się 37 edycja Targów Zegarków, Biżuterii, Kamieni Szlachetnych, Pereł i Technologii inhorgenta europe – druga w czasach kryzysu, która mimo to została oceniona pozytywnie zarówno przez wystawców, jak i odwiedzających.

986_1Świadczą o tym przede wszystkim dane liczbowe: w ciągu czterech dni (19-22.02.2010) odwiedziło ją ponad 30.000 fachowców z 84 krajów świata, co daje 15%-owy wzrost w stosunku do roku poprzedniego. Co trzeci z nich przybył spoza Niemiec – tym samym liczba odwiedzających z zagranicy wzrosła o 2,5%. Pod tym względem przodowały takie kraje, jak Austria, Hiszpania, Włochy, Szwecja, Szwajcaria, Grecja, Holandia, Wielka Brytania oraz Irlandia. Organizatorom udało się także utrzymać liczbę wystawców na ubiegłorocznym poziomie: w sumie 1.143 (2009: 1.183) firm zaprezentowało ofertę na powierzchni 29.700 m2 netto. Tym samym powierzchnia ekspozycji wzrosła o 2,5% w porównaniu z poprzednim rokiem (powierzchnia udostępniona gastronomii – znacznie większa niż w latach poprzednich – nie jest uwzględniana w tych statystykach).

Choć nastroje przed imprezą były mieszane i pełne obaw, to same targi dostarczyły powodów, by nieco bardziej optymistycznie spojrzeć w najbliższą przyszłość. O zadowoleniu zarówno wystawców, jak i zwiedzających świadczą wyniki ankiety przeprowadzonej przez TNS Infratest: 42% (2009: 33%) pytanych wystawców oceniło obecną sytuację branży jako bardzo dobrą i dobrą, a 80% (2009: 56%) właśnie tak widzi ją w najbliższej przyszłości. Po stronie wystawców wyniki były odpowiednio: 51% (2009: 45%) i 74% (2009: 62%). 76% (2009: 61%) ankietowanych wystawców i 95% (2009: 91%) odwiedzających wystawiło targom ocenę bardzo dobrą i dobrą. Odwiedzający docenili przede wszystkim przekrojowość i bogactwo prezentowanej oferty wystawców (94%), atmosferę (93%), wiodący charakter targów (89%), jak również przejrzysty podział oferty oraz jakość informacji dla odwiedzających (po 88%). Z kolei na zadowolenie wystawców wpływały przede wszystkim następujące czynniki: przejrzysty podział oferty (80%), wiodący charakter targów (76%) oraz wysoki udział kadry zarządzającej wśród odwiedzających (75%).
Całości tego optymistycznego obrazu dopełnia fakt, że inhorgenta europe to już z kolei czwarta impreza targowa w Monachium, która odnotowała znaczący wzrost liczby odwiedzających. Świadczy to z całą pewnością o ważnej roli tej ostatniej, ale także o lepszej sytuacji w innych sektorach rynku, co pozwala wierzyć, że kryzys rzeczywiście nam odpuszcza.

W halach, które przyjemnie wypełniły się odwiedzającymi zwłaszcza w sobotę i w niedzielę, również panowała pozytywna atmosfera. Zadowolenie przychodziło wystawcom tym łatwiej, że chyba wszyscy starali się dopasować poziom swoich oczekiwań do istniejącej sytuacji. Liczba i jakość składanych zamówień zostały ocenione generalnie dość wysoko, co świadczy o tym, że z końcem roku poprzedniego zmniejszyły się zapasy towaru w sklepach i hurtowniach. Ale chyba także i o tym, że detaliści zrozumieli, że tylko nowa i przede wszystkim atrakcyjna oferta jest warunkiem zachęcenia klienta do zakupu.

Niestety, ta duża fala optymizmu ulotniła się gdzieś po drodze, zanim dotarła do polskich i litewskich wystawców oferujących bursztynowe wyroby w hali A2. Nie dotarli tu także klienci w satysfakcjonującej bursztynników liczbie, a składane przez nich zamówienia były znacznie mniejsze niż jeszcze w ubiegłym, ocenianym generalnie jako dobry, roku. Znacznie lepiej pod tym względem sytuacja wyglądała w hali C2, gdzie kilkoro wystawców prezentowało ciekawie zaprojektowane oraz artystyczne wyroby srebrne zdobione bursztynem.

Analiza tej sytuacji „na gorąco” i rozmowy z wystawcami z sektora bursztynowego wskazują na kilka czynników, mogących mieć wpływ na pogorszenie nastrojów. Zdaniem Ryszarda Kulczyńskiego, który już od ponad 15 lat odwiedza liczne targi i wystawy na świecie, oferując bursztynowe wyroby, dzieje się tak z powodu stale spadającego zaufania do tego kamienia i coraz większej ilości jego podróbek: „Ze sprzedaży samego bursztynu już coraz trudniej się utrzymać, dlatego ja włączam powoli do oferty także inne kamienie”. Z kolei dla prof. dr .Stefana Hencke, znawcy niemieckiego rynku zegarków i biżuterii, jedną z ważniejszych przyczyn jest brak promocji bursztynu na rynku niemieckim: „Nie przypominam sobie, by w ostatnich latach bursztyn zaistniał silniej w mediach. Sprzedając biżuterię, odwołujemy się obecnie coraz silniej do emocji kupującego, a tego nie da się dokonać bez odpowiednich zabiegów marketingowych i szerzej zakrojonych działań promocyjnych.”
Wiele wskazuje na to, że obaj mają dużo racji. Jedno jest wszak pewne: rynek stale się zmienia i trzeba nadążać za jego wymogami.

Polecamy:

Siła rynku jest jak walec - rozmowa z Ryszardem Kulczyńskim
Bez promocji nie ma sukcesu - rozmowa ze Stefanem Hencke

Zdjęcie: Stoisko litewskiej firmy Alanordas. Fot. targi