Bursztyn pozyskany na Lubelszczyźnie przez firmę Stellarium

Objęcie bursztynu prawem własności górniczej, 80-krotny wzrost opłat eksploatacyjnych oraz konieczność posiadania koncesji zarówno na poszukiwanie, jak i na wydobycie bursztynu – to tylko niektóre ze zmian planowanych przez Ministerstwo Środowiska w nowelizacji ustawy Prawo geologiczne i górnicze.

Ministerstwo Środowiska chce ukrócić nielegalne wydobycie oraz zmienić obowiązujące aktualnie zasady legalnego rozpoznania terenu i poszukiwania złóż bursztynu. O zmiany zabiegał pomorski geolog wojewódzki, ale – jak sam przyznaje – projekt ustawy Prawo geologiczne i górnicze, który otrzymał do zaopiniowania, idzie o wiele dalej niż postulowano. Najprawdopodobniej na wyobraźnię urzędników podziałały bardzo wysokie ceny surowca bursztynowego, jak również istniejące dokumentacje Państwowego Instytutu Geologicznego świadczące o jego bogatych złożach w Polsce – w sumie ok. 1,1 tys. ton, głównie w województwach lubelskim i pomorskim. To tylko złoża udokumentowane – jeśli dodamy do tego te nieudokumentowane, to Polska urasta do rangi bursztynowego potentata w zakresie zasobów. A to silnie działa na wyobraźnię – także ministerialnych urzędników, najprawdopodobniej przekonanych, że Skarb Państwa traci na obecnych przepisach legalnego wydobycia oraz na tym nielegalnym miliony.

Wielkość nielegalnego wydobycia pozostaje nieznana, natomiast to legalne określone zostało na 1024 kg w 2015 r. plus szacunkowo 5-6 ton rocznie surowca uzyskanego w wyniku zbierania na plaży. Nijak ma się to do zapotrzebowania samej tylko polskiej branży bursztynniczej, która rocznie jest w stanie przerobić  ok. 150 ton surowca jakości jubilerskiej – a taki stanowi tylko niewielki ułamek całego wydobycia. I to właśnie te najlepszej jakości i największe bryłki uzyskują najwyższe ceny – im kamień mniejszy i słabszej jakości, tym mniejsza jego przydatność i niższa cena.

Jakiej jakości surowiec zalega w polskiej ziemi – tego nie wiadomo. Inwestorzy interesują się możliwościami wydobycia, by skorzystać jeszcze z bursztynowego boomu w Chinach, a Ministerstwo Środowiska zdaje się już liczyć zyski – chyba w tych właśnie kategoriach należy interpretować zmiany proponowane w nowelizacji ustawy Prawo geologiczne i górnicze.

Najważniejszą zmianą jest objęcie bursztynu własnością górniczą, a nie jak dotychczas prawem własności nieruchomości gruntowej. Oznacza to, że właścicielem surowca jest Skarb Państwa (już nie właściciel działki, na której odkryto złoże) i to z nim inwestor będzie zobowiązany zawrzeć umowę o ustanowienie użytkowania górniczego, określającą wynagrodzenie z tytułu ustanowienia tego użytkowania i sposób zapłaty. Opłaty eksploatacyjne wzrosną i to 80-krotnie – z 10,26 zł do 800 zł za kilogram wydobytego bursztynu niezależnie od jego jakości, tj. wielkości bryłek. Ustawodawca planuje także 10-krotne podwyższenie kary za poszukiwanie lub rozpoznanie złóż bursztynu bez wymaganej koncesji – 400 000 zł za każdy kilometr kwadratowy terenu objętego działalnością oraz zmianę kwalifikacji prawnej takiego czynu na przestępstwo zagrożone grzywną, karą ograniczenia wolności albo karą pozbawienia wolności do roku (obecnie jest to wykroczenie).

Pomorski geolog wojewódzki Michał Kowalski, który zabiegał o wprowadzenie koncesji łączonej dla poszukiwania i wydobycia bursztynu oraz zakwalifikowanie nielegalnego wydobycia jako przestępstwa, opiniował zmiany planowane przez Ministerstwo Środowiska. Zgadza się z decyzją objęcia bursztynu własnością górniczą, jak również kierunkiem zmian, choć uważa je za zbyt restrykcyjne. „Część proponowanych zmian jest niekorzystna z punktu widzenia bursztyniarzy, przede wszystkim tak duży wzrost opłaty eksploatacyjnej, który może czynić przedsięwzięcie nieopłacalnym, zwłaszcza dla małych ekip wydobywczych, jakich na Pomorzu jest wiele. Te restrykcje mogą ich wręcz wyeliminować z rynku” – tłumaczy. Miałoby to też swoje plusy: wtedy na rynku zostaną tylko duzi gracze i łatwiej będzie go kontrolować, choć minusem będą zapewne wyższe ceny. Istnieje jednak spore zagrożenie, że mali kopacze zasilą szeregi ekip nielegalnie kopiących bursztyn. „Wprawdzie sankcje za nielegalne wydobycie też dość drastycznie wzrosną, ale jak wszędzie tak i tutaj decydować będzie sprawność organów kontroli – tym razem z centralą w Warszawie” – mówi Michał Kowalski.

Jego obawy potwierdza Krzysztof Lalik z firmy Amber Gold specjalizującej się w obrocie surowcem oraz jego poszukiwaniu i wydobyciu. „Nie wydaje mi się, by podwyższone kary mogły wpłynąć na zmniejszenie skali nielegalnego wydobycia. Kto dotychczas kopał nielegalnie, ten nadal będzie to robił – prawdopodobieństwo wpadki było i zapewne nadal będzie niewielkie” – przekonuje. Jego zdaniem, dla tych, co chcą szukać surowca i wydobywać go legalnie, konieczność uzyskania koncesji nie będzie większym problemem, natomiast konieczność zapłacenia 800 zł za kilogram bursztynu już tak. „Ta stawka może odstraszyć nie tylko drobnych kopaczy, którzy wydobywają niewielkie ilości, ale i dużych inwestorów, którzy będą ponosić znacznie większe koszty pozyskania surowca” – twierdzi Lalik. Zwłaszcza jeśli  będzie on drobny – taki stanowi ok. 80% dotychczasowego wydobycia w Polsce a jego wartość rynkowa to… 80-100 zł za kilogram. Dla ustawodawcy nie ma to znaczenia, dla poszukiwaczy decydujące. Dlatego efektem tego rozporządzenia może być odstraszenie części małych firm zajmujących się poszukiwaniem bursztynu, ale też i większych inwestorów – zarówno jedni, jak i drudzy nie są w stanie ocenić opłacalności inwestycji zawczasu, ponieważ nie wiedzą, jakiej jakości bursztyn znajduje się w ziemi.

Generalnie jednak nowelizacja Prawa geologicznego i górniczego nie będzie miała raczej większego wpływu na rynek bursztynu w Polsce, ponieważ rodzime wydobycie stanowi niespełna 10% zapotrzebowania branży bursztynniczej. Gros tego zapotrzebowania pokrywa i nadal będzie pokrywał bursztyn ukraiński i rosyjski. A w przyszłości być może i polski, o ile rygorystyczne przepisy nie odstraszą potencjalnych inwestorów, a oni sami zdecydują się sprzedać go w Polsce, a nie jak wynika z deklaracji, w Chinach.